Prawnik radzi – 12.03.2019 r.

Co to jest upadłość konsumencka ?

Pracuję fizycznie za płacę minimalną. Mam do spłaty kredyt wzięty przed 10 laty. Spłacałam go  regularnie przez 7 lat ale później zaczęłam chorować i zrobiły się spore zaległości. Mam już na głowie komorników bo ten bank i dwie firmy pożyczkowe, w których brałam niewielkie „chwilówki” mają przeciwko mnie wyroki. Poważnie choruję od 3 lat i dlatego spadły mi zarobki. Kiedyś zarabiałam więcej. Jestem wdową i nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc. Nie mam majątku, zalegam z opłatami za czynsz i prąd. Słyszałam, że mogę się oddłużyć przez upadłość konsumencką. Co to jest i na czym to polega?

Prawo upadłościowe z 2003 r. zawiera przepisy adresowane do przedsiębiorców, jak również do konsumentów (osób nie będących przedsiębiorcami, np. zatrudnionych na umowę o pracę). Jeśli ktoś prowadzi działalność gospodarczą to nie jest konsumentem i w razie niewypłacalności powinien zgłosić wniosek o ogłoszenie swej upadłości w terminie 30 dni od wystąpienia ku temu podstaw. Wniosek o ogłoszenie upadłości przedsiębiorcy może złożyć również wierzyciel.

Inaczej jest w przypadku niewypłacalnych konsumentów (czyli osób nie będących biznesmenami). Przepisy są dla nich przychylniejsze (bardziej tolerancyjne). Za niewielką opłatą (30 zł) wszczynane jest postępowanie przed właściwym sądem rejonowym. Wniosek składa się na specjalnym formularzu. Uwzględnienie takiego wniosku dłużnika może wiązać się z oddłużeniem, tzn. umorzeniem zobowiązań upadłego bez ustalenia planu spłaty wierzycieli, jeśli osobista sytuacja upadłego w oczywisty sposób wskazuje, że nie byłby on zdolny do dokonania jakichkolwiek spłat w ramach spłaty wierzycieli.

Ogłoszenie upadłości zablokuje komorników ale wyznaczony syndyk, jeśli ustali mienie należące do dłużnika, co do zasady, będzie je spieniężać aby spłacić wierzycieli.

Bardzo ważne jest to, że sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, jeżeli dłużnik doprowadził do swej niewypłacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. (art.4914 Prawa upadłościowego). Skoro tak stanowią obecne przepisy to nieumiejętne uzasadnienie wniosku może dać podstawę do jego oddalenia, np. ze względu na uznanie, iż dłużnik zaciągając zobowiązania i wiedząc, że ich nie spłaci umyślnie lub rażąco niedbale doprowadzał do zwiększenia stopnia swej niewypłacalności.

Generalnie rzecz ujmując przypisy o upadłości konsumenckiej są korzystne dla dłużnika, choć wierzyciele niejednokrotnie uznają je jako legalne premiowanie nierzetelnych kontrahentów. Ocena tych przepisów nie jest więc jednoznaczna.

Uznanie za niegodnego dziedziczenia

Czy sąd może uznać kogoś za niegodnego tego aby dziedziczył po rodzicach?

Tak i oznacza to, że spadkobierca (np. syn lub córka) niegodny zostaje wyłączony od dziedziczenia, tak jakby nie dożył otwarcia spadku. Przepisy określają jednak kiedy może to nastąpić. Dotyczy to ważnych przewinień spadkobiercy. Dzieje się tak wówczas, gdy spadkobierca: 1) dopuścił się umyślnie ciężkiego przestępstwa przeciwko spadkodawcy; 2) podstępem lub groźbą nakłonił spadkodawcę do sporządzenia lub odwołania testamentu albo w taki sam sposób przeszkodził mu w dokonaniu jednej z tych czynności; 3) umyślnie ukrył lub zniszczył testament spadkodawcy, podrobił lub przerobił jego testament albo świadomie skorzystał z testamentu przez inną osobę podrobionego lub przerobionego (zob. art.928 K.c.).

Krąg osób uprawnionych do zgłoszenia takiego żądania jest szeroki, lecz czas na skierowanie sprawy do sądu został ograniczony. Uznania spadkobiercy za niegodnego może bowiem żądać każdy, kto ma w tym interes (np. dzieci lub małżonek spadkodawcy) i winien to uczynić w ciągu roku od dnia, w którym dowiedział się o przyczynie niegodności, nie później jednak niż przed upływem lat trzech od otwarcia spadku (tj. od chwili śmierci spadkodawcy).

Konflikty w rodzinach zdarzają się, lecz i zdarza się, że pod koniec swego życia starsze osoby przebaczają swym najbliższym ciężkie przewinienia, np. związane z pobiciem rodzica. Prawo w takich sytuacjach stanowi, że spadkobierca nie może być uznany za niegodnego, jeżeli spadkodawca mu przebaczył. Co więcej, jeżeli w chwili przebaczenia spadkodawca nie miał zdolności do czynności prawnych, przebaczenie jest skuteczne, gdy nastąpiło z dostatecznym rozeznaniem.

Wykładnia tekstu zapisanego w umowie   

Zawarłem na piśmie umowę z glazurnikiem. W trakcie robót okazało się, że inaczej rozumiemy znajdujące się w niej zapisy. Czy są jakieś zasady jak tłumaczyć (rozumieć) to co napisaliśmy ?

Nie zawsze umowę należy rozumieć dosłownie. Niejednokrotnie zdarzają się bowiem zwykłe pomyłki lub niedopowiedzenia. Kodeks cywilny stanowi, że oświadczenie woli należy tak tłumaczyć, jak tego wymagają ze względu na okoliczności, w których złożone zostało, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje. W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu (art.65 K.c.).

Nie wolno prawa nadużywać, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy mając w ręku korzystną dla siebie umowę. Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony (art.5 K.c.).

„Długi język” podstawą do zwolnienia pracownika. Wybór między dyscyplinarką a porozumieniem stron

Zbyt długi język może stać się podstawą do zwolnienia pracownika. W jednej ze spraw okazało się, że kadrowa uchyliła rąbka tajemnicy i zdradziła współpracownikom wyniki konkursu na nowego dyrektora, jeszcze przed ich formalnym ogłoszeniem. Nie pomogło tłumaczenie, że nie wiedziała, iż są to informacje poufne. Pracodawca potraktował tę sytuację jako naruszenie obowiązków pracowniczych. Zaproponował kadrowej albo rozwiązanie na podstawie porozumienia stron albo zwolnienie dyscyplinarne (art. 52 k.p.). Kadrowa wybrała opcję korzystniejszą dla siebie
tzn. rozwiązanie na podstawie porozumienia stron. Liczyła także na to, że nowy dyrektor będzie dla niej przychylniejszy i na nowo ją zatrudni. Tak się jednak nie stało. Podejmowała więc próby uchylenia się od skutków prawnych złożonego oświadczenia. Do pracy dopuszczona jednak nie została.

Sprawa trafiła do sądu. Kadrowa żądała ustalenia stosunku pracy i dopuszczenia do pracy. Motywowała to tym, iż jest w ochronnym okresie przedemerytalnym, a przede wszystkim działała pod wpływem groźby bezprawnej. W odczuciu kadrowej groźbą był wybór sposobu rozwiązania umowy o pracę.

Zarówno sąd pierwszej, jak i drugiej instancji nie dał wiary zeznaniom powódki. Doszły one do przekonania, iż wybór kadrowej był podyktowany tylko i wyłącznie troską o siebie. Nie dopatrzyły się one ingerencji innych osób, które miałyby zmuszać ją do złożenia oświadczenia woli o rozwiązaniu umowy o pracę na mocy porozumienia stron. Powódka naruszyła powinności pracownicze i miała czas na wyrażenie swojego zdania w kwestii wypowiedzenia.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku w wyroku z dnia 2 listopada 2015 r. o sygn. III APa 26/15 zauważył, iż: „Groźba bezprawna w rozumieniu art. 87 k.c. oznacza zagrożenie podjęcia działania niezgodnego z prawem lub zasadami współżycia społecznego (użycie bezprawnego środka) lub zagrożenie podjęcia działania zgodnego z prawem, ale zmierzającego do osiągnięcia celu niezgodnego z prawem lub zasadami współżycia społecznego (zmierzanie do bezprawnego celu). Tym samym nie może być uznane za groźbę karalną takie działanie pracodawcy, którym zmierza on do wykorzystania negatywnego dla pracownika, ale jednak legalnego środka dyscyplinarnego, jakim jest zwolnienie pracownika bez wypowiedzenia z winy pracownika (art. 52 k.p.).”.

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 22 stycznia 2004 r. o sygn. I PK 199/03: „Możliwość uchylenia się przez pracownika od skutków prawnych oświadczenia woli (art. 87 k.c. w związku z art. 300 k.p.), w przypadku przekazania mu przez pracodawcę informacji o zamiarze jednostronnego rozwiązania umowy o pracę, zależy od tego, czy celem pracodawcy było wymuszenie w ten sposób na pracowniku wyrażenia zgody na rozwiązanie umowy o pracę na mocy porozumienia stron.”. Sąd Najwyższy doszedł do wniosku, iż poinformowanie pracownika o zamiarze rozwiązania z nim umowy o pracę nie można utożsamiać z groźbą. Informacja taka ma dać pracownikowi możliwość zaprezentowania swoich sugestii i znalezienia mniej szkodliwej dla niego formy rozwiązania z nim umowy. Abstrahując od skrajnych sytuacji szantażowania pracownika, intencją pracodawcy informującego pracownika o zamiarze rozwiązania z nim umowy nie jest zmuszenie go do złożenia konkretnego oświadczenia woli. Jak zaznaczył Sąd Najwyższy: „Warunkiem więc uznania możliwości uchylenia się na podstawie art. 87 k.c. w związku z art. 300 k.p. od skutków prawnych oświadczenia woli w przypadku przekazania przez pracodawcę pracownikowi informacji o zamiarze jednostronnego rozwiązania z nim stosunku pracy jest wyraźny zamiar i rzeczywisty cel pracodawcy skłonienia pracownika wbrew jego chęci (poprzez tę informację i określony sposób jej prezentacji) do wyrażenia zgody na rozwiązanie stosunku pracy na mocy porozumienia stron, co z uwagi na wymuszający charakter zachowania się pracodawcy może być jednocześnie ocenione jako sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.”.

W niniejszej sprawie kadrowej pozostawiono dowolność w wyborze sposobu rozwiązania umowy o pracę, chcąc zapewne umożliwić jej uniknięcie zwolnienia dyscyplinarnego. W tym przypadku osoba działająca z ramienia pracodawcy nie nakłaniała powódki do złożenia oświadczenia woli o rozwiązaniu umowy o pracę na mocy porozumienia stron. Kadrowa sprawę przegrała.

Rażąca strata jako przesłanka podwyższająca ryczałt. Inwestor musi dopłacić

Jeżeli strony umówiły się na wynagrodzenie ryczałtowe, przyjmujący zamówienie nie może żądać podwyższenia wynagrodzenia, chociażby w czasie zawarcia umowy nie można było przewidzieć rozmiaru lub kosztów prac. Jeżeli jednak wskutek zmiany stosunków, której nie można było przewidzieć, wykonanie dzieła groziłoby przyjmującemu zamówienie rażącą stratą, sąd może podwyższyć ryczałt lub rozwiązać umowę (art. 632 k.c.).

Podpowiedzi jak rozumieć przywołany przepis w kontekście „rażącej straty” jako przesłanki podwyższającej ryczałt udzielił Sąd Najwyższy w wyroku z 08.03.2018 r. (sygn. II CSK 325/27). Stan faktyczny rozpoznawanej sprawy przedstawiał się następująco. Pozwany (generalny wykonawca) zawarł umowę z M sp. z o.o. na wykonanie robót ziemnych i drogowych. Umowa poprzedzona była spisaniem protokołu, który to zawierał szczegółowy zakres robót powierzonych M sp. z o.o. oraz podpisaniem zlecenia ustalającego wynagrodzenie ryczałtowe w wysokości 7.400.000,00 zł. Finalnie umowa była trzy razy aneksowana. Zwiększano zakres robót dodatkowych, jak i podwyższano wynagrodzenie. W toku realizacji umowy zaszła konieczność wykonania przez M sp. z o.o. robót związanych ze stabilizacją gruntu (rozsypanie spoiwa i wymieszanie gruntu) przy użyciu specjalistycznych maszyn. Spółka ta zawarła umowę na realizacje tych robót z podwykonawcą. Były to roboty nadplanowe, nieobjęte umową z generalnym wykonawcą o wartości 3.788.535,61 zł. Mimo dokumentacji geotechnicznej nie dało się ich zaplanować na etapie podpisywania umowy. Przedmiotem wynikłego później sporu było roszczenie powoda – Syndyka Masy Upadłościowej Spółki M sp. z o.o. o zapłatę przez pozwanego kwoty ponad 3 mln wraz z odsetkami ustawowymi za wykonane ponadprogramowe roboty tytułem bezpodstawnego wzbogacenia.

Sprawa ostatecznie trafiła pod obrady Sądu Najwyższego.  Orzekł on, iż : „Niepodobna w sprawie jednakże pominąć, że z charakteru wynagrodzenia powoda określonego w umowie jako ryczałtowe, w rozumieniu art. 632 § 1 k.c., wynika, iż należy się ono w umówionej wysokości i wykonawca w zasadzie nie może żądać jego podwyższenia, chociażby w czasie zawarcia umowy nie można było przewidzieć rozmiaru lub kosztów prac. Ten charakter wynagrodzenia prowadzi do obciążenia wykonawcy ryzykiem nieprzewidzianego wzrostu rozmiaru prac lub kosztów. Istotą tego wynagrodzenia jest ustalenie jego z góry, przy czym charakter okoliczności, z uwagi na które nie przewidziano rozmiaru lub kosztów prac, nie ma większego znaczenia. W warunkach wynagrodzenia ryczałtowego ryzyko nieuwzględnienia wszystkich prac wymaganych dla realizacji całości przedmiotu zamówienia, zgodnie z opisem tego przedmiotu dokonanym przez zamawiającego, w formie dokumentacji projektowej, specyfikacji technicznych wykonania i odbioru robót oraz przedmiarów, spoczywa na wykonawcy. Sąd ustalił, że pomimo opracowanej dokumentacji geotechnicznej nie udało się przewidzieć konieczności wykonania prac, które odbiegały od pierwotnych projektów, na podstawie których kalkulowana była cena ofertowa. Sąd jednakże nie ustalił okoliczności, które doprowadziły do tego kluczowego ustalenia, ograniczając się w tym zakresie do tej treści stwierdzenia biegłego P.W.  Nie sposób natomiast wykluczyć, a co uniemożliwia brak ustalenia tych okoliczności, że odkrycie w trakcie robót znacząco odmiennych warunków geologiczno-gruntowych, nie przewidzianych w żadnych badaniach podłoża lub innej dokumentacji, którego koniecznością było przeprowadzenie prac określonych na kwotę 3.788.535,61 zł netto, tj. ok. ½ wartości umówionego wynagrodzenia, odbiegających od pierwotnie ujętych w projektach, na podstawie których kalkulowana była cena ofertowa, byłoby zdarzeniem nadzwyczajnym i nieprzewidywalnym odnoszącym się do indywidualnej sytuacji stron, stanowiącym nadzwyczajną zmianę stosunków w rozumieniu art.632§ 2 k.c.”.

Sąd Najwyższy wskazał, że pojęcie „rażącej straty” należy rozumieć jako stratę niweczącą poczynioną przez wykonawcę kalkulację, przy uwzględnieniu zwykłego ryzyka kontraktowego. Nie jest wymagane aby rozmiar straty zagrażał kondycji finansowej wykonawcy bądź narażał go na upadłość. Zakres tego uregulowania należy oceniać przez pryzmat straty związanej z konkretnym stosunkiem prawnym, z uwzględnieniem zarówno jej kryterium obiektywnego, jak i subiektywnego, odwołując się do rozmiarów prowadzonej przez wykonawcę działalności (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 15.11.2006 r., V CSK 251/06, niepubl.).

Rażącą stratą będzie więc, nie tylko strata realnie zagrażająca wykonawcy, ale również i przeciętna rażąca strata w operacjach handlowych.

Nadmienić należy, że zarówno w literaturze, jak i w orzecznictwie sądowym utrwalony jest pogląd, iż art. 632 k.c. może być w drodze analogii stosowany do umowy o roboty budowlane.

Z powyższego wynika, iż powszechna praktyka zamawiających, inwestorów lub generalnych wykonawców polegająca na przerzucaniu na wykonawców wszelkich ryzyk związanych z inwestycją jest błędna. Wykonawcy uzbrojeni w argumentację Sądu Najwyższego będą mogli domagać się w określonych sytuacjach wynagrodzenia przewyższającego ustalony ryczałt.

Komornik nie jest VAT-owcem

W interpretacji ogólnej Ministra Finansów z 15 kwietnia 2019 r. uznano, że komornik nie jest
VAT-owcem. Przypomnijmy, iż 1 stycznia 2019 r. weszła w życie ustawa z dnia 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych, która wywołała wątpliwości czy w świetle obowiązującego stanu prawnego od 1 stycznia 2019 r. komornik sądowy jako organ władzy publicznej jest podatnikiem podatku VAT. W interpretacji indywidualnej MF z 19.03.2019 r. stwierdzono bowiem, iż:  „ (…) wykonywane przez Wnioskodawcę jako komornika sądowego czynności w postępowaniu egzekucyjnym i zabezpieczającym – realizowane na zasadach określonych w przepisach u.k.s. – nie stanowią w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług działalności gospodarczej wykonywanej samodzielnie, a tym samym nie podlegają opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.”. Komornicy oczekiwali jednak na wydanie interpretacji ogólnej rozstrzygającej finalnie istniejące wątpliwości. Doczekali się. W interpretacji ogólnej MF potwierdził, iż komornicy nie wykonują samodzielnie działalności gospodarczej w rozumieniu art. 15 ust. 1 ustawy o VAT, a więc nie są podatnikami podatku od towarów i usług.

MF m. in.  wskazał, że od dnia złożenia ślubowania komornika łączy stosunek podległości służbowej z prezesem sądu, przy którym działa, a ponadto Skarb Państwa jest odpowiedzialny solidarnie z komornikiem za szkodę wyrządzoną przez  jego niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu czynności.

Odprawa pieniężna w razie rozwiązania umowy o pracę z przyczyn niedotyczących ani pracownika, ani pracodawcy

Sąd Najwyższy w wyroku z 11 lipca 2018 (sygn. akt II PK 105/17, LEX 2566911) stwierdził, że odprawa pieniężna należy się pracownikowi w sytuacji rozwiązania z nim umowy o pracę
z przyczyn niezależnych ani od pracownika, ani również niezależnych od pracodawcy.

Sprawa dotyczyła prezesa zarządu spółki z o. o., z którym rozwiązano umowę z powodu upływu kadencji prezesa zarządu. Domagał się przyznania mu odprawy z tytułu przejścia na emeryturę oraz z tytułu rozwiązania umowy o pracę. Chcąc uzyskać odprawę, wkroczył na drogę sądową przeciwko spółce, którą wcześniej kierował. Sąd pierwszej instancji uznał powództwo stwierdzając, że o ile pracodawca nie wykaże, iż rozwiązanie umowy z członkiem zarządu spółki handlowej nastąpiło z przyczyn leżących po stronie pracownika, to przysługuje mu z tego tytułu odprawa. Jednakże sąd drugiej instancji zmienił zaskarżony przez spółkę wyrok, dokonując odmiennej oceny prawnej. Sąd Okręgowy uznał bowiem, że charakter umowy o pracę na czas nieokreślony oraz upływ kadencji prezesa zarządu są ze sobą ściśle związane i znane stronom. Zdaniem sądu II instancji takie rozwiązanie umowy o pracę następuje na mocy prawa, a zatem nie można mówić o wystąpieniu przesłanek z art. 8 i art. 10 ustawy z dnia 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania
z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników (tekst jedn.: Dz. U. z 2016 r. poz. 1474 z późn. zm., dalej jako: ustawa o zwolnieniach grupowych). Sąd Okręgowy uznał, że jeżeli rozwiązanie umowy o pracę nastąpi z przyczyn niezależnych od pracownika, to musi nastąpić
z przyczyn leżących po stronie pracodawcy i tylko wtedy będzie przysługiwała odprawa. Pogląd sądu II instancji mógł być uznany za właściwy w świetle przepisów ustawy dotyczącej tzw. zwolnień grupowych, tj. ustawy z dnia 28 grudnia 1989 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn dotyczących zakładu pracy (tekst jedn.: Dz. U. z 2002 r. Nr 112, poz. 980 z późn. zm.), która różniła się w swoich założeniach od obecnie obowiązującej ustawy o zwolnieniach grupowych z 2003 r.

Sąd Najwyższy uwzględnił skargę kasacyjną byłego pracownika, uchylił wyrok Sądu Okręgowego i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd Najwyższy wyjaśnił, że obecnie funkcjonujące przepisy wymagają jedynie, aby przyczyna rozwiązania umowy o pracę nie leżała po stronie pracownika. Nie można od razu zakładać, że w każdym innym przypadku przyczyna musi leżeć zawsze po stronie pracodawcy. Sąd stwierdził, że „Przyczynami niedotyczącymi pracownika są zaś wszystkie okoliczności niezwiązane z jego cechami psychofizycznymi i sposobem wywiązywania się przez niego z obowiązków pracowniczych. Są to zarówno przyczyny leżące po stronie pracodawcy, jak i inne obiektywne przyczyny, które nie leżą po stronie pracodawcy, ale również nie leżą po stronie pracownika, a które jednak stanowią wyłączną przyczynę rozwiązania stosunku pracy jako niedotyczącą pracownika”. Reasumując, nawet gdy za rozwiązanie stosunku pracy nie odpowiada żadna ze stron, to pracownikowi i tak należy się odprawa. Prawo do wspomnianego świadczenia w brzmieniu obecnych przepisów ustawy o tzw. zwolnieniach grupowych wyłączone jest w przypadku winy pracownika. Nie zawsze bowiem powód rozwiązania umowy o pracę będzie leżał po którejkolwiek ze stron umowy. Podstawą mogą być przecież również same normy prawne albo charakterystyka danego zawodu lub stanowiska, za którą pracodawca nie odpowiada, itp. Pracodawcy powinni zatem pamiętać o takich przypadkach i być przygotowani na konieczność przyznania omawianego świadczenia pracownikowi, z którym firma rozstaje się.

Zwycięzca przetargu nie podpisuje umowy

Zdarza się, iż zwycięzca przetargu nie podpisuje umowy i to nawet wówczas, gdy wcześniej wpłacił wadium. Zastanówmy się więc kiedy i dlaczego może tak się stać.

Zacznijmy od tego, że w obrocie gospodarczym stosowanie zabezpieczenia oferty w postaci wadium jest częste. Wysokość wadium na ogół oznacza się kwotowo lub procentowo, a sposób jego uiszczania przybiera różne formy (np. gotówki, przelewu lub gwarancji bankowej bądź ubezpieczeniowej), zaś termin wpłaty powinien upływać najpóźniej wraz z upływem terminu na składanie ofert. To swoista kaucja pobierana przez organizatora przetargu od podmiotów biorących w nim udział. Ustanowienie wadium ułatwia organizatorowi wykluczenie z udziału w przetargu podmiotów niedysponujących odpowiednim potencjałem, środkami finansowymi i jednocześnie ma skłaniać zwycięzcę do zawarcia umowy po zakończeniu przetargu, czyli w założeniu gwarantuje organizatorowi przetargu to, że przetarg nie był stratą czasu, a uczestnicy traktowali swój udział w nim na serio.

Po wyborze zwycięskiej oferty w przetargu wpłacone wadia są zwracane uczestnikom przetargu, lecz zwycięzca otrzymuje zwrot wadium dopiero po podpisaniu umowy (np. na wykonanie inwestycji budowlanej), której przetarg dotyczył. Jeżeli mimo wyboru jego oferty, uchyla się od zawarcia umowy wówczas organizator przetargu może pobraną sumę zachować (art. 704  § 2 k.c.). Zdarza się bowiem, że zwycięski podmiot już po wyłonieniu jego oferty dochodzi do wniosku, iż nie będzie w stanie wykonać danej umowy (np. z powodu zmiany cen materiałów, niedostępności surowców, awarii maszyn, odejścia pracowników, znaczących podwyżek płac). Może on również uchylić się od zawarcia umowy bo ma świadomość tego, że nie wykona inwestycji w terminie, a to z kolei będzie skutkowało naliczeniem kar umownych. Przepadek wadium jest wówczas przez zwycięzki podmiot traktowany jako „mniejsze zło”.

Powstaje jednak kolejne pytanie: czy organizator przetargu ma możliwość dochodzenia odszkodowania od zwycięzcy przetargu? Nierzadko samo wadium nie rekompensuje przecież całości szkody, spowodowanej rezygnacją zwycięzcy. Kodeks cywilny w art. 704 § 2 przewiduje, że jeżeli organizator aukcji albo przetargu uchyla się od zawarcia umowy, ich uczestnik, którego oferta została wybrana, może żądać zapłaty podwójnego wadium albo naprawienia szkody. Nieco inaczej kształtuje się pozycja organizatora. Rozwiązania kodeksowe nie przewidują bowiem możliwości dochodzenia przez organizatora przetargu odszkodowania.

Można zastanowić się dodatkowo jak uregulowano kwestię odpowiedzialności zwycięzcy przetargu zorganizowanego w ramach zamówień publicznych. Ustawa z dnia 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych (PZP) stanowi, że zamawiający (organizator przetargu) żąda od wykonawców (uczestników przetargu) wniesienia wadium, jeżeli wartość zamówienia jest równa lub przekracza kwoty określone w odrębnych przepisach (art. 45 ust. 1 PZP). Zamawiający określa kwotę wadium w wysokości nie większej niż 3 proc. wartości zamówienia. Ponadto, zgodnie z art. 46 ust. 5 pkt 1 PZP zamawiający zatrzymuje wadium wraz z odsetkami, jeżeli wykonawca, którego oferta została wybrana odmówił podpisania umowy w sprawie zamówienia publicznego na warunkach określonych w ofercie. Czy jednak poza zatrzymaniem wadium wraz z odsetkami zamawiający może dochodzić dodatkowego odszkodowania od wykonawcy? Okazuje się, że prawo zamówień publicznych nie przewiduje dodatkowych sankcji, które w stosunku do zwycięzcy przetargu mógłby zastosować zamawiający (organizator przetargu).

Powyższe stanowisko potwierdza Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 17 listopada 2008 r. (sygn. akt  SK 62/06), zauważając, że wykonawca, którego oferta została wybrana traci wadium wraz z odsetkami na rzecz zamawiającego, gdy odmówił podpisania umowy. W takiej sytuacji: „Wadium pełni funkcje kompensacyjne, jest surogatem odszkodowania dla zamawiającego. Przy czym utrata wadium nie zależy od wystąpienia ani rozmiarów szkody po stronie zamawiającego. Z drugiej strony, zamawiający na rzecz którego oferent utracił wadium nie może żądać z tego tytułu naprawienia szkody, jeśli ona wystąpiła i jej wysokość przewyższa zatrzymane wadium (…). Wadium zastępuje odszkodowanie, a więc dochodzenie odszkodowania przewyższającego wadium jest niedopuszczalne”. Z punktu widzenia zwycięzcy przetargu, który nie chce podpisać kontraktu tak uregulowana instytucja wadium roztacza nad nim parasol ochronny. Ujemne konsekwencje wiążą się dla niego (jedynie lub aż) z utratą wadium. Organizator, który stracił czas oraz środki finansowe związane z organizacją przetargu nie zawsze znajdzie pokrycie w wadium. Szczególnie wówczas, gdy w tym okresie wzrosną ceny towarów i usług. Można zakładać, że wyłonionemu w nowym przetargu zwycięzcy będzie zobligowany zapłacić więcej aniżeli poprzedniemu (tzn. temu, który wygrał poprzedni przetarg ale kosztem przepadku wadium uchylił się od zawarcia umowy). Oznacza to, że „dokręcanie śruby” przez organizatora przetargu (zamawiającego) może być w konkretnej sprawie niekorzystne. Świadomość tego stanu rzeczy powinna sprzyjać zracjonalizowaniu jego działań, unikaniu presji na najniższą cenę bez względu na to czy przyszły kontrakt będzie uzasadniony ekonomicznie dla wykonawcy czy też będzie mógł doprowadzić go do ruiny.

Banki nie chcą uznawać pełnomocnictw notarialnych

Klienci banków oburzają się na to, że banki nie chcą uznawać pełnomocnictw notarialnych w relacjach z bankiem, albowiem twierdzą, iż mogą honorować wyłącznie takie pełnomocnictwa, których udzielono w obecności ich pracowników i do tego na formularzach bankowych.

Wydawałoby się, że z racji uprawnień i statusu, jaki został przyznany notariuszom, instytucje bankowe nie powinny mieć takich zastrzeżeń. Liczne skargi wniesione do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich umacniają praktyczną wagę takich zachowań banków. Niektóre z nich uznają bowiem wyłącznie pełnomocnictwo udzielone na wcześniej przygotowanym wzorcu i to podpisane w obecności pracownika tej instytucji. Problem jest w tym, że pracownicy banku, w odróżnieniu od notariusza, nie dokonują wspomnianej czynności poza swą placówką. Takie rozwiązanie powoduje, iż klienci starsi lub chorzy często nie mogą w ogóle udzielić pełnomocnictwa, a co za tym idzie nie mają możliwości dostępu do swych środków zgromadzonych na rachunku (koncie) bankowym.

Należy zaznaczyć, że ustawa Prawo bankowe (Dz.U. 1997 nr 140, poz. 939) nie wymaga dla takiej czynności żadnej szczególnej formy pełnomocnictwa. Stosowane będą zatem zasady z Kodeksu cywilnego, które w odniesieniu do omawianych spraw nie nakładają obowiązku honorowania pełnomocnictwa wyłącznie w zwykłej formie pisemnej udzielanej w obecności pracownika banku lub wyłącznie w formie aktu notarialnego. Wszystko pozostaje zatem w gestii banku i tego, jakie wewnętrzne zasady będą w nim obowiązywały. Zrozumiałe jest to, że banki jako instytucje zaufania publicznego chcą chronić swoje interesy i w szczególności unikać udziału w nielegalnych procederach (np. tolerować zakładanie rachunków na „słupa” i obracanie pieniędzmi przez pełnomocnika – rzeczywistego właściciela środków pieniężnych spółki), dlatego przyjmują taką, a nie inną strategię co do uznawania pełnomocnictw. Z drugiej jednak strony brak respektowania pełnomocnictwa zawartego przed notariuszem oraz brak chęci sprawdzenia owego dokumentu traktowane jest przez klientów banków jako przejaw złej woli. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, takie zachowanie banku traktować należy jako ograniczanie praw klientów. Istotą pełnomocnictwa jest bowiem możliwość powierzenia dokonywania czynności prawnych przez pełnomocnika, jeżeli przepisy lub charakter danej czynności nie wymagają działania osobistego (a tak jest właśnie w przypadku czynności bankowej). W piśmie Komisji Nadzoru Finansowego z 2015 roku kierowanym do Naczelnej Rady Adwokackiej wskazano, że nawet zwykła forma pełnomocnictwa może być uznawana za właściwą, a konieczność przedłożenia formy aktu notarialnego wystąpi dopiero wówczas, gdy istnieją wątpliwości co do wiarygodności umocowania.

Rzecznik Praw Obywatelskich już w 2017 roku bezskutecznie zwrócił uwagę na ten problem prezesowi Związku Banków Polskich. W efekcie braku stosownej reakcji RPO wystosował prośbę, by Naczelna Rada Notarialna przygotowała we współpracy z bankami odpowiedni wzór pełnomocnictwa, który będzie przez wspomniane instytucje uznawany.

Należy zadać sobie pytanie, czy właśnie takie próby rozwiązania tego problemu mogą w ogóle okazać się skuteczne. Nawet, jeśli takowy wzór pełnomocnictwa zostanie przygotowany, to  zawsze któryś z banków może stwierdzić, że dalej pozostanie przy własnym wzorze. Z kolei jakiekolwiek bezpośrednie rozwiązania legislacyjne mogą okazać się zbyt daleko idące i ingerujące w sferę prawa bankowego, zwłaszcza jeśli nie będą w żaden sposób konsultowane z instytucjami finansowymi.

Reasumując podkreślmy, że od strony formalnej polityka banków jest wadliwa albowiem brak podstaw do nieuznawania za wystarczające pełnomocnictwa udzielanego nie przed pracownikiem banku, lecz przed notariuszem. Wytrwali lub nazwijmy to „kłótliwi” mogą więc upierać się przy swojej racji wykazując swe umocowanie w oparciu o pełnomocnictwo udzielone im przez klienta banku w formie aktu notarialnego. Tym, którzy nie chcą „szarpać się” z instytucją finansową pozostaje wizyta w banku, albo od początku rozglądanie się za bankiem elastycznym i przyjaznym dla klienta. Powodzenia w poszukiwaniach.

Sposób na ochronę nieruchomości dłużnika w toku egzekucji komorniczej

Rozporządzenie nieruchomością po jej zajęciu nie ma wpływu na dalsze postępowanie. Nabywca może uczestniczyć w postępowaniu w charakterze dłużnika. W każdym razie czynności egzekucyjne są ważne tak w stosunku dłużnika, jak i w stosunku do nabywcy (art. 930 § 1 k.p.c.).

W razie sprzedaży lub darowizny nieruchomości postępowanie egzekucyjne toczy się bowiem tak, jakby do rozporządzenia nieruchomością nie doszło.

Czy zatem dłużnik może w świetle prawa udaremnić egzekucję z nieruchomości?

Okazuje się, że tak. Jednym ze sposobów zwalczania egzekucji jest „patent” na sądowy podział majątku wspólnego małżonków. Zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego wyrażonym w wyroku z 01.12.1977 r. (I CR 409/77): „ Zmiana spowodowana orzeczeniem sądu na skutek podziału majątku wspólnego, działu spadku lub zniesienia współwłasności nieruchomości nie ma charakteru rozporządzenia tą nieruchomością w rozumieniu art. 930 k.p.c. Jeżeli zatem zajęta nieruchomość została w wyniku podziału majątku wspólnego przyznana tylko powódce, a nie dłużnikowi, powódka zaś i dłużnik pozostają w ustroju rozdzielności majątkowej, co wyłącza odpowiedzialność z majątku powódki za długi drugiego małżonka (art. 34 kod. rodz. i op.), żądanie wyłączenia spornej nieruchomości od egzekucji prowadzonej przeciwko dłużnikowi podlega uwzględnieniu na podstawie art. 841 k.p.c.”.

Nieuczciwy dłużnik może więc w  porozumieniu ze współmałżonkiem instrumentalnie wykorzystać majestat państwa, czyli doprowadzić do wydania orzeczenia faktycznie chroniącego nieruchomość przed egzekucją komorniczą. Służy temu wniosek o podział majątku wspólnego poprzez przyznanie drugiemu z małżonków wyłącznej własności nieruchomości z jednoczesną spłatą dłużnika. Skoro nieruchomość na mocy orzeczenia sądu zostaje przyznana współmałżonkowi, to komornik nie może prowadzić z niej egzekucji. Nieruchomość „ucieka” spod egzekucji, zostaje z niej wyłączona.

Małżonek takiego dłużnika będzie więc zwalczać toczącą się egzekucję w drodze powództwa przeciwegzekucyjnego żądając zwolnienia zajętego przedmiotu od egzekucji albowiem narusza to prawa tej osoby.

Czy Inwestor jest odpowiedzialny solidarnie z wykonawcą za zapłatę odsetek z tytułu opóźnienia w zapłacie wynagrodzenia?

Inwestor zgodnie z art. 6471 § 1 k.c. odpowiada solidarnie z wykonawcą (generalnym wykonawcą) za zapłatę wynagrodzenia należnego podwykonawcy z tytułu wykonanych przez niego robót budowlanych, których szczegółowy przedmiot został zgłoszony inwestorowi przez wykonawcę przed przystąpieniem do wykonywania tych robót, chyba, że w ciągu trzydziestu dni od doręczenia inwestorowi zgłoszenia inwestor złożył podwykonawcy i wykonawcy sprzeciw wobec wykonywania tych robót przez wykonawcę.

Z reguły w umowach o roboty budowlane strony przewidują na swoją rzecz odsetki z tytułu opóźnienia w zapłacie wynagrodzenia. Czy inwestor będzie jednak zobowiązany do ich zapłaty w razie opóźnienia wykonawcy z zapłatą wynagrodzenia należnego podwykonawcy?

Sąd Najwyższy w wyroku z 15.02.2018 r. (sygn. IV CSK 286/17) stwierdził, że:  W dotychczasowym orzecznictwie zgodnie (i trafnie) przyjmuje się – z odwołaniem do art. 371 k.c. – że inwestor nie odpowiada za opóźnienie wykonawcy z zapłatą wynagrodzenia (odsetki ustawowe), a jedynie za zapłatę należności głównej (por. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 5 września 2012 r., IV CSK 91/12, z dnia 10 grudnia 2015r., V CSK 95/15 i z dnia 9 września 2016 r., V CSK 62/160; uchwałę Sądu Najwyższego z dnia 10 lipca 2015r., III CZP 45/15). Wyklucza się także – inaczej niż w przypadku poręczyciela  (por. art. 879 § 1 k.c. i uchwałę składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 30 września 1996 r.,  III CZP 85/96, OSNC 1996, nr 12, poz. 153) – dalej idącą odpowiedzialność inwestora wobec podwykonawcy, w szczególności za zawinione działania (zaniechania) wykonawcy wyrządzające szkodę oraz za wydatki związane z dochodzeniem roszczenia bezpośrednio przeciwko wykonawcy (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 września 2012 r.,  IV CSK 91/12). W tej sytuacji stwierdzenie, że inwestor jest odpowiedzialny solidarnie, jednak nie jest dłużnikiem solidarnym wydaje się pozbawione podstaw”. W orzeczeniu tym Sąd Najwyższy dodaje, iż: „W tym kontekście Sąd (…) trafnie odwołał się do treści art. 371 k.c., wskazując, że działania i zaniechania wykonawcy nie mogą szkodzić inwestorowi”. Nadmieńmy, iż zgodnie z poglądem wyrażonym przez Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 27.06.2017 r. (sygn. akt I ACa 647/16): „Odpowiedzialność inwestora jest odpowiedzialnością gwarancyjną podmiotu nie będącego stroną umowy, jest odstępstwem od zasady prawa zobowiązań – za zobowiązania z umowy odpowiadają wobec siebie strony a nie osoby trzecie. Konsekwencje jej ustanowienia sprawiają, że inwestor musi mieć zapewniony realny wpływ na jej powstanie w konkretnym stanie faktycznym. Ma ona za zadanie chronić podwykonawców przed nierzetelnymi wykonawcami, jednakże powinna być interpretowana ściśle z uwagi na swój wyjątkowy charakter”. Z odpowiedzialności gwarancyjnej wynika, że inwestor nie będzie  zobowiązany do zapłaty podwykonawcy odsetek.

Jakkolwiek inwestor może na podstawie art. 6471  k.c. odpowiadać za zapłatę wynagrodzenia określonego w zgłoszeniu (dot. robót budowlanych podwykonawcy) lub umowie z wykonawcą, to jednak podwykonawca nie ma możliwości uzyskania od inwestora odsetek z tytułu opóźnienia zapłaty przez wykonawcę.